hot links menu

Publikacje nauczycieli

Inne
Dodaj publikację

Szkolny start dziecka

e-ksiązki, e-prasa

Odwiedza nas 37 gości
odwiedzających: 498476
Zeszyty ekologiczne
Advertisement
taking_notes
Akcja Gazety: Moja szkoła multimedialna PDF Drukuj E-mail
poniedziałek, 17 maj 2010

Bartosz nie może żyć bez sieci. Tam jest przecież wszystko. - A jak czegoś tam nie ma, to znaczy że nie istnieje? - pytam. - Chyba tak - odpowiada uczeń.

Z życia II Społecznego Liceum Ogólnokształcącego w Białymstoku:

- Czy pani wie, co oni robią? Oni nie przepisują planu lekcji. Robią zdjęcie komórką i wprowadzają do komputera. Pisanie to dla nich strata czasu.

- Panie dyrektorze, niech pan włączy Wi-Fi.

- Nie włączę. Przecież są matury.

- Ojej! Długo jeszcze?

Dlaczego z życia właśnie tej szkoły? Bo to moja szkoła. To moje liceum, w którym spędziłam cztery lata. Po 16 latach wróciłam w te same mury, usiadłam w tej samej ławce, lekcje prowadzili ci sami profesorowie (nie wszyscy oczywiście). Poza tym wszystko się zmieniło

Był rok 1990

Kończyłam podstawówkę i szczerze powiedziawszy nie za bardzo wiedziałam, jak wybrać szkołę średnią. Mogłam wybrać między szkołami społecznymi - tego roku powstały dwie pierwsze w Białymstoku - a szkołą państwową. Postanowiłam, że papiery zaniosę do wszystkich. Pierwszy egzamin był do Katolickiego Liceum Ogólnokształcącego - zresztą pierwszy w życiu. Stres był ogromny. Zdałam. Dalej już nie próbowałam. Zostałam w szkole, o której tak naprawdę wiadomo było niewiele, a raczej w ogóle nic. Szkoła była na tyle nowa i zagadkowa, że nie miała swojego budynku. Nie mieliśmy sal, korytarzy, dzwonków. Pierwsze zajęcia w salkach katechetycznych przy kościele św. Rocha. Było tam smutno, szaro. Siedziałam w ławce, która pamiętała jeszcze czasy powojenne, a może jeszcze dawniejsze. Była w niej dziura na kałamarz. Czarna tablica, tak stara, że czasem kreda odmawiała posłuszeństwa.

Później dostaliśmy budynek, który sami musieliśmy sobie wyremontować. W naszej klasie sami malowaliśmy ściany, skręcaliśmy krzesła, ławki, zawieszaliśmy tablicę. Jak na tamte czasy był to luksus nad luksusy. Biała, pisało się na niej specjalnymi markerami.

- Wracacie do swoich szkół i sprawdzacie, co się zmieniło - to polecenie służbowe zabrzmiało nieprawdopodobnie. Ja, dziennikarz, mam wziąć tornister, piórnik, książki i po 16 latach wrócić do szkoły? Ale to wcale niegłupie.

I wróciłam

Poniedziałek. Godzina na szczęście nie ósma. Jest przed dziewiątą. Serce wali jak oszalałe. Staję przed szkołą, patrzę. Budynek wygląda tak samo, no może okna wymieniono. Wyjmuję komórkę, robię pamiątkowe zdjęcie. Iść? Idę. Przecież się nie wycofam.

Główne wejście. Jakoś wszystko wydaje mi się małe, nie przestronne. Kolorowe ściany, na nich mnóstwo zdjęć, ogłoszeń. Idę schodami na górę. W locie miga mi znajoma twarz. To chyba jedna z polonistek, która uczyła za moich czasów. Wchodzę do sekretariatu... Nie ma pani Wandeczki? Nie ma ksero? Ono 16 lat temu było jedynym cudem techniki, było dla nas nową generacją. Ile myśmy się natrudzili, żeby z niego skorzystać. A ile razy tę panią Wandeczkę w konia zrobiliśmy, żeby wyszła i pozwoliła nam pokserować. Dziś uśmiecha się młoda dziewczyna.

- A pani z "Gazety"? Za chwilę pan dyrektor będzie wolny.

Prowadzi mnie do innego pomieszczenia. Nie było go za moich czasów.

- No to jak tam absolwentka, której nie znam? - pyta Piotr Magnuszewski, historyk. Przyszedł do pracy już po mojej maturze.

Dzisiaj w szkole dzwonek nie zadzwonił, ale nie dlatego, że go nie ma tak, jak to było16 lat temu, tylko dlatego, że trwają matury.

- Dzwoni, dzwoni - mówi mi dyrektor. - Matury są, to wyłączyliśmy. To co? Może ja oprowadzę po szkole.

Idę za nim, ale na chwilę zmieniam kurs. Moja klasa. Pusta? Nie ma ławek. Nic.

- Na czas matur musieliśmy ich wyeksmitować, bo to dość żywa klasa. Nad nimi trwają egzaminy i wszystko słychać. Jutro wrócą na swoje miejsce.

W szkole jest sala informatyczna. Kilkanaście identycznych komputerów, płaskie monitory.

- Trzy lata temu kupiliśmy, ale dziś to już złom. W tym sensie, że każdy uczeń ma w domu sto razy lepszy i sprawniejszy. Mamy też dwie sale multimedialne. No i oczywiście internet bezprzewodowy, ale jak są matury, to wyłączyłem.

Internet bezprzewodowy? Ho, ho. A czy w plecakach są laptopy?

- Tak. Korzystają, przynoszą. Nie ma zakazu przynoszenia komórek, ale jest bezwzględny zakaz z korzystania z nich na lekcji. Jak kogoś nakryję, to zabieram. Po odbiór zapraszam rodziców - mówi dyrektor.

Trafiam na lekcję historii do gimnazjum.

- Ewelina, ile lat trwała ta wojna?

- Trzydzieści?

- Jakie trzydzieści? To była wojna trzynastoletnia.

- Ale proszę pani, tak było w internecie.

- Pewnie było dobrze, tylko ty sprawdzałaś nie tak jak trzeba - odpowiada nauczycielka.

Moja klasa, moja ławka

Dziś tam jest druga klasa gimnazjum. Pierwsza lekcja - niemiecki. Ale mi się trafiło. Nigdy nie uczyłam się tego języka. Francuskiego i angielskiego - owszem.

Kilkanaście osób. Sami faceci. Tylko dwie dziewczyny. U nas proporcje były odwrotne. Babiniec - mówili. Pięciu chłopaków i jedenaście bab.

Ławki ustawione są prawie tak samo jak u nas. Jest... Jest moja ławka. Ostatnia przy ścianie.

Siedzi tam drobny chłopiec, szeroko się uśmiecha.

- Jak pani chce, to niech pani siada, a ja pójdę do Wyborczej - klasa w śmiech.

Siadam. Tak jak dawniej. Prawie...

Lekcja taka zwyczajna, taka normalna. Pomoce dydaktyczne to - obrazki przypinane magnesami do tablicy. Uczniowie muszą dopasować do nich podpisy. Później przepisują do zeszytów, później piszą zdania. 45 minut mija bardzo szybko. Na każdej ławce leży komórka. Niemal każdy sprawdza godzinę. Przychodzą SMS-y, ale ich nie czytają. No może jeden z chłopaków coś tam kombinuje pod ławką.

- Trudno jest się powstrzymać, ale nie można na lekcji korzystać z telefonów - mówi jedna z dwóch uczennic w tej klasie.

Kto z was nie ma komórki? Kto nie ma w domu komputera? Kto nie ma dostępu do internetu? Nikt nie podniósł ręki do góry. Zapytani o profil na Naszej-klasie - nie wszyscy mają.

- Dla mnie ten portal jest bez sensu. Może on jest dobry dla kogoś takiego jak pani, kto dawno temu skończył szkołę - ale mnie podsumował. A niech mu będzie.

- A jak odrabiacie zadane lekcje?

- Internet to podstawa - mówią niemal jednogłośnie

- Nie boicie się, że w tym necie mogą być błędy?

- Ale my sprawdzamy zawsze na kilku stronach.

- A jakie to strony? Adresy?

- Nie pamiętamy. Google załatwiają wszystko. Najczęściej bierzemy z wikipedii. Nauczyciele? Niektórzy się burzą, że te definicje takie same. Jak się pisze jakiś referat, to już wtedy trzeba się przyłożyć, żeby nie było kopiuj, wklej. Ale tak to strata czasu - chodzić gdzieś do biblioteki, szukać. Wszystko jest w necie.

Bartosz, uczeń który siedzi na moim miejscu, jest dość wygadany: - Kiedyś jedna pani zrobiła nam taki numer, że sama wstawiła do Wikipedii złą definicję. Były tam jakieś błędy. Myśmy ją przepisali i wyszło - mówi.

Bartosz nie może żyć bez sieci.

- Tam jest przecież wszystko - mówi.

- A jak czegoś tam nie ma, to znaczy że nie istnieje?

- Nie wiem, chyba tak - odpowiada uczeń.

Multimedialna matura

Kolejny dzień matur w II Społecznym LO w Białymstoku. Siedzimy sobie z dyrektorem w gabinecie i wspominamy, jak to było kiedyś. Jak to się własnoręcznie ściągi przepisywało, później wycinało, później w harmonijkę składało i do kieszonek wewnątrz żakietów czy marynarek wkładało.

- Choinka (tak na mnie wołali), coś tak jakbyś przytyła - żartował przed historią mój wychowawca. A w tym moim żakiecie kilkanaście ściąg. Własnoręcznie napisanych, wyciętych i posklejanych. Zajęło to mi chyba z tydzień. Ale między Bogiem a prawdą przepisanie takiej ściągi dawało bardzo wiele. Skoro dziś uczniowie mają pomysły, żeby na maturze pojawić się ze słuchawką bezprzewodową w uchu, to taka moja ściąga mogłaby z powodzeniem znaleźć się w muzeum.

Idę na multimedialną historię.

- Oho! A cóż to za nowa technika? - powiedziałby mój historyk i kazałby wyjąć zeszyty i długopisy i zanotować: "Romantyzm to epoka...."

II klasa LO, humanistyczna. Sala multimedialna. Komputery, laptop, rzutnik, dostęp do internetu. Przez pierwszą godzinę klasa pracuje w grupach. Na podstawie netu i kilku książek z biblioteki przygotowują prezentację. Temat: Wprowadzenie do Romantyzmu. Na drugiej wspólnie ją zaprezentują, będą zdjęcia wieszczów, podkładem będzie muzyka z epoki, malarstwo romantyczne i architektura.

- Później tę prezentację roześlijcie sobie e-mailem - mówi nauczycielka.

Po lekcji, kiedy wyjdą, powie: - Z jednej strony nie tracą czasu, bo mogą swoje prace wysłać mi e-mailem, ja odsyłam im sprawdzone, ale z drugiej - rosną analfabeci. Przecież ostatnio zmieniły się przepisy i każdy uczeń, który ma jakąkolwiek dys... może na maturze nie pisać długopisem, tylko dostaje arkusze do wypełnienia w komputerze.

Małgorzata Gwaj, jedna z kilku w szkole nauczycielek, która korzysta z sali multimedialnej, na początku roku robi zajęcia z nowej techniki.

- Pokazuję im, że są strony, na których roi się od błędów. Ostrzegam, że jestem w stanie wychwycić każde kopiuj, wklej. Oni już to wiedzą - zapowiada.

Epilog

Dokończ zdanie: "Co to jest internet, dowiedziałem się od..."

Uczeń gimnazjum: - Nie pamiętam.

"Wolę internet, bo..."

Uczeń liceum: - Książki są nudne.

Zapraszam do dyskusji

Przez najbliższe tygodnie razem z innymi reporterami "Gazety" będę prowadzić bloga (http://szkola20.blox.pl/html). Już znalazły się na nim moje wspomnienia ze szkoły, zdjęcia i ostatnie doświadczenia. Zapraszam wszystkich do lektury. Czekam również na listy i opinie od Państwa. Jak zmieniła się szkoła? Jak wygląda nauczanie w innej, nowej epoce. Czekam na przemyślenia na temat "pana googla" i nie tylko: Ten adres e-mail jest chroniony przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć

Źródło: Gazeta Wyborcza
 
wstecz   dalej »
ling.pl - darmowy slownik internetowy: polsko- angielski, niemiecki, francuski, wloski, hiszpanski, rosyjski
[Szukaj w slowniku] slownik angielski - niemiecki - francuski - wloski - hiszpanski - rosyjski - polski | 2 mln hasel