|
poniedziałek, 12 kwiecień 2010 |
Uczniowie w całym kraju pamięć ofiar smoleńskiej tragedii uczcili minutą ciszy przed rozpoczęciem zajęć. W białostockich szkołach największy smutek panował chyba tam, gdzie uczyła się Justyna Moniuszko, stewardesa, która zginęła.
Na budynkach wszystkich przedszkoli, podstawówek, gimnazjów i liceów powiewają biało-czerwone flagi z kirem. Na stronie internetowej niemal każdej placówki widnieją kondolencje dla rodzin ofiar. Nie było wczoraj korytarza szkolnego czy pokoju nauczycielskiego, gdzie by nie rozmawiano o tym, co się stało w sobotę rano.
- To ogromny dramat dla kraju i rodzin tych osób. My znamy ich tylko z telewizji i gazet jako urzędników i polityków. Ale przecież to byli normalni ludzie, mieli rodziny, niektórzy pewnie mają dzieci, które jak ja są licealistami. To bardzo smutne - mówi Ania z IV LO w Białymstoku.
Na stronie tego ogólniaka czytamy: "W obliczu niepojętej tragedii - katastrofy samolotu prezydenckiego w drodze do Katynia, łączymy się ze wszystkimi naszymi rodakami, a zwłaszcza rodzinami ofiar w smutku i cierpieniu, poczuciu wielkiej straty, której doświadcza Naród Polski."
Zgodnie z apelem resortu edukacji poniedziałkowe zajęcia w szkołach rozpoczęły się od minuty ciszy, którą uczniowie uczcili dramatyczne wydarzenia. W szkołach przez najbliższy tydzień będą się również odbywać spotkania nauczycieli z uczniami poświęcone tragedii pod Smoleńskiem.
Ta jest szczególnie bolesna dla uczniów i kadry III LO w Białymstoku. Jedna z ofiar - stewardesa Justyna Moniuszko - była absolwentką szkoły. Uczyła się w "trójce" w latach 2000-2004.
- Oczywiście zajęcia rozpoczęliśmy minutą ciszy, zorganizowaliśmy również specjalny apel, na którym poinformowaliśmy uczniów o sytuacji i tym, że Justyna była absolwentką naszej szkoły. Widać, że uczniowie są bardzo przejęci, proszą nauczycieli czy mogą wyjść i pomodlić się za ofiary tragedii. Oczywiście umożliwiamy im to. Również godziny wychowawcze będą poświęcone na rozmowy z młodzieżą o tej tragedii, żeby łatwiej nam było wspólnie przez to przejść - mówi Barbara Kalinowska, wicedyrektorka III LO.
O godz. 18 odbyła się msza w kościele im. Maksymiliana Kolbego w intencji Justyny Moniuszko, w której poza bliskimi, uczniami i pracownikami III LO uczestniczyli też harcerze i przedstawiciele Szkoły Podstawowej Nr 32, w której białostoczanka również się uczyła. Lech Szargiej, dyrektor Zespołu Szkół Nr 6 (w którego skład wchodzi podstawówka nr 32) nie ukrywa wzruszenia.
- Podczas szkolnego apelu spokojnie opowiedziałem uczniom o tym, co się zdarzyło. O każdej z ofiar związanej z naszym regionem powiedziałem kilka słów. O Justynie mógłbym mówić bez końca. Czułem jak łzy napływają mi do oczu i robi mi się sucho w gardle. To była wspaniała dziewczyna, pomocna i uczynna, bardzo zaangażowana w życie szkoły. W roku 2000 była przewodniczącą samorządu uczniowskiego, wówczas zdobywaliśmy tytuł "Super szkoły". Wyróżnienie to otrzymaliśmy z rąk marszałka sejmu Macieja Płażyńskiego... A teraz obu tych osób już nie ma - opowiada ze wzruszeniem Szargiej.
Pytany o to, jak rozmawiać o tragedii w Smoleńsku zwłaszcza z najmłodszymi uczniami, odpowiada: - Nie wstydźmy się łez i zachowajmy normalność. Rozmawiajmy, bo o tym trzeba rozmawiać - puentuje dyrektor.
Przez najbliższy tydzień w szkołach odbywać się będą specjalne apele. Odwołano wiele imprez szkolnych. Wywiadówki i zebrania również przełożono na inny termin.
Źródło: Gazeta Wyborcza
|