|
Graniczny szlaban na naukę |
|
|
|
|
wtorek, 10 listopad 2009 |
Od kilkunastu lat Uniwersytet w Białymstoku organizował dla swoich studentów z Białorusi zajęcia w Grodnie. Od kilku miesięcy wykładowcy nie dostają białoruskich wiz. Studenci muszą jeździć do Polski, wielu z nich na to nie stać.
- Studia w Polsce, nawet zaoczne, są popularne wśród Polaków mieszkających na Białorusi. Mają wyższy, europejski poziom - tłumaczy Mulica.
Jest jednym ze 120 pochodzących z Białorusi studentów wydziału pedagogiki i psychologii białostockiej uczelni.
Od kilkunastu lat uniwersytet starał się organizować zajęcia dla osób takich jak Witold, tak, by jak najrzadziej musiały przyjeżdżać do Polski. Po prostu trzydziestu wykładowców z Białegostoku jeździło do Grodna, gdzie odbywała się większość wykładów i ćwiczeń. Organizowano je najpierw w Szkole Polskiej, a później w pomieszczeniach udostępnianych przez tamtejsze organizacje polonijne. Za merytoryczną część studiów odpowiadał uniwersytet, kwestiami logistyczno-finansowymi zajmowało się głównie stowarzyszenie "Wspólnota Polska".
Wszystko zaczęło się psuć w ubiegłym roku akademickim.
- Władze białoruskie przestały wydawać wykładowcom wizy. Wiosną siedemnastu, teraz na jesieni odmówili już wszystkim. Studia musieliśmy w całości przenieść do Polski - mówi anonimowo przedstawiciel jednego z podmiotów współorganizujących zajęcia.
Teraz uniwersytet załatwia studentom akademiki, a Wspólnota Polska zwraca im za bilety. Na razie dają finansowo radę.
Rozmówca "Gazety" podkreśla, że niestety wszystko dzieje się zgodnie z białoruskim prawem. Wcześniej wizy wykładowcom wydawano na podstawie zaproszeń wysyłanych przez działającą na Białorusi Polską Macierz Szkolną.
- Od jakiegoś czasu wizę dla wykładowcy można wystawić wyłącznie na podstawie zaproszenia białoruskiego urzędu. Macierz takim urzędem nie jest - wyjaśnia nasz rozmówca.
Przedstawić ani siebie ani instytucji, którą reprezentuje nie chce, by jak wyjaśnia, nie pogarszać sytuacji innych polskich inicjatyw na Białorusi.
- Ta cała sytuacja naraża uniwersytet i studentów na dodatkowe koszty. W przypadku tych ostatnich mogą one w końcu uniemożliwić kontynuację nauki. Niemożliwość wjazdu na Białoruś nie podoba się też wykładowcom - podsumowuje Mulica.
Organizacje polskie na Białorusi nie mają wątpliwości - odmowa wydawania wiz to dowód na to, że tamtejsze władze patrzą krzywo na działalność uniwersytetu.
- To jest wynik stosunku władz Białorusi do polskiej edukacji i do polskiej mniejszości - powiedziała "Gazecie" Andżelika Orechwo, wiceprezes nieuznawanego przez Mińsk Związku Polaków na Białorusi.
Całą sytuacją zaskoczony jest natomiast rektor Uniwersytetu w Białymstoku, profesor Jerzy Nikitorowicz:
- To była dla nas bardzo cenna inicjatywa, nie docierały do mnie żadne sygnały o problemach. Jeśli to się potwierdzi, będę interweniował u konsula generalnego w Białymstoku. Bardzo nam bowiem zależy na współpracy - mówi rektor.
Stowarzyszenie Wspólnota Polska nie chce sprawy komentować.
- Te zajęcia odbywały się w Grodnie nieoficjalnie, bez jakiegokolwiek uzgodnienia z naszym ministerstwem edukacji. Z prawnego punktu widzenia to nie była żadna nauka. Nie mogę więc wydawać wykładowcom wiz. I proszę się w tym nie dopatrywać polityki. Bo tu nie o politykę chodzi, a głupotę organizatorów. Jeśli Uniwersytet w Białymstoku załatwi w naszym ministerstwie odpowiednie zezwolenia, nie będzie żadnych problemów z wizami. Bardzo sobie cenimy naukową współpracę z tą uczelnią - odpowiada Michał Aleksiejczyk, konsul generalny Republiki Białoruś w Białymstoku. Dodaje, że o całym zamieszaniu strona białoruska informowała już polski MSZ.
Obecnie na Białorusi działają dwie szkoły polskie w Grodnie i w Wołkowysku. Zgodnie z ustawodawstwem istnieje też możliwość nauki języka polskiego w zwykłej szkole. Do tego są potrzebne tylko podania rodziców, gdzie zadeklarują oni chęć, by ich dziecko uczyło się polskiego.
- Władze wywierają presję na rodziców, by nie pisali podań i na wszelkie sposoby marginalizują naukę polskiego w państwowym systemie edukacji - uważa Orechwo.
W ubiegłym miesiącu występując w białoruskim parlamencie wiceminister edukacji Aleksander Żuk zapowiedział, że Białoruś ograniczy możliwość nauki w językach mniejszości narodowych.
- Szkoły na Białorusi powinny być albo białoruskie, albo rosyjskie - oświadczył Żuk.
Źródło: Gazeta Wyborcza
|