|
Egzamin gimnazjalny razem z rodzicami. Wasilków uczy jak w Chicago. |
|
|
|
|
poniedziałek, 05 październik 2009 |
Rodzice z dziećmi w jednej ławce pisali próbny egzamin gimnazjalny. Można było podpowiadać. Pomysł z USA, a wykonanie w Wasilkowie. Test był ten sam, ale rodzice i dzieci pisali go oddzielnie. Każdy miał swoją kartę egzaminacyjną. Rodzic i uczeń siedzieli w jednej ławce i mogli sobie pomagać. Z tym, że to dorośli częściej ściągali.
Tak wyglądał w sobotę próbny egzamin w Publicznym Gimnazjum w Wasilkowie. Cel: uświadomić rodzicom, jak ciężko zdać test i co przeżywają dzieci. A kiedy to zrozumieją, będą interesować się ich postępami w nauce.
– Ten pomysł na wspólny egzamin zaczerpnęłam od dyrektora jednej ze szkół w Chicago – powiedziała Barbara Borkowska, dyrektorka gimnazjum w Wasilkowie. W Stanach się udało. Rodzice zaangażowali się w naukę dzieci.
W Wasilkowie sprawdzian trwał dwie godziny.
– Był trudny. Teraz wiem, jaki to duży stres – oceniła Anna Oniszczuk, mama Natalii. – Uważam, że taki wspólny egzamin to świetny pomysł. Mogłam zobaczyć, jak wygląda i ile pracy córka musiała włożyć w przygotowanie się do niego.
Pani Ania nie uczyła się do testu, więc nie miała łatwego zadania. Natalia przygotowywała się i wyszła z sali uśmiechnięta. – Nie był zbyt trudny – powiedziała zadowolona.
Nie wszyscy rodzice byli zachwyceni po wyjściu z sali. Nerwowo sprawdzali swoje prace z arkuszem odpowiedzi, który na koniec egzaminu dostali do domu. – Mnie się to w ogóle nie podoba. Jak taki zwykły, prosty człowiek ma pomóc dziecku na egzaminie? To niemożliwe – mówiła jedna z mam.
Jednak nie o samo pomaganie tutaj chodzi, ale o to, by rodzic zainteresował się sprawami dziecka. Pobył z nim przez chwilę w szkole.
Niektórzy rodzice twierdzą, że taki egzamin, obnażający ich niedociągnięcia, to podważanie rodzicielskiego autorytetu.
– Ja tego tak nie odbieram. Nikt prac dorosłych nie sprawdza i nie ocenia – mówi Barbara Borkowska. – A rodzice powinni wiedzieć, że przygotowanie dzieci do egzaminu to nie tylko sprawa szkoły.
Źródło: Kurier Poranny
|