|
Studia w Białymstoku - czy warto? |
|
|
|
|
środa, 30 wrzesień 2009 |
Poprzedni rok akademicki rozpoczęliśmy pytaniem: czy warto studiować w Białymstoku? Dzisiaj kiedy żacy wracają po trzymiesięcznych wakacjach na uczelnie, pytanie to wciąż jest aktualne.
Moim zdaniem, choć sama skończyłam tutejszą uczelnię, za wielu powodu do zachwytu nie ma. Jestem sceptyczna, uważam, że jeżeli młody człowiek ma ku temu warunki, powinien spróbować swych sił w innych ośrodkach akademickich. Tradycja, prestiż, wyposażenie laboratoriów, samodzielne zespoły badawcze, doskonała kadra (która chętnie komentuje bieżące wydarzenia w krajowych mediach), do tego dobra infrastruktura (drogi, lotniska) i bogate życie kulturalne miast - w tych kategoriach moim zdaniem lokalne uczelnie przegrywają z innymi w kraju.
Rok temu pytanie o wartość studiowania w Białymstoku wywołało dyskusję na temat kondycji naszych uczelni. Dostaliśmy wiele listów od Czytelników argumentujących, dlaczego jednak warto tu studiować. Co ciekawe, żaden z rektorów czy prorektorów nie podzielił się wówczas swoją opinią na ten temat.
Dlatego też owo pytanie wciąż uważam za otwarte, zwłaszcza że dzisiaj po trzech miesiącach wakacji żacy wracają na uczelnie.
Uniwerek rozwija e-learning
Jako pierwszego odpytuję prof. Jerzego Nikitorowicza, rektora Uniwersytetu w Białymstoku, gdzie studiuje ponad 15 tys. spośród blisko 50 tys. studentów, których mamy w Białymstoku.
- A jak można u nas nie studiować? Z naszych statystyk wynika, że jesteśmy głównie uniwersytetem regionalnym, ale z drugiej strony nie ma też regionu w Polsce, z którego nie przyjechaliby do nas młodzi ludzie, żeby studiować - zaczyna rektor uniwersytetu. Po czym wylicza atuty uczelni, którą kieruje. - Przybywa nam studiów podyplomowych i specjalności, jesteśmy przyjaźni i otwarci. Robimy co możemy, by niepełnosprawni studenci, a mamy ich ponad 200, studiowali bez barier. Do tego doliczyć należy piękną podlaską przyrodę.
Trochę mało. Zwłaszcza że dla większości studentów od pięknej przyrody ważniejsza jest doskonała kadra i profesjonalnie wyposażone laboratoria. Tymczasem poszczególne wydziały uniwersytetu wciąż rozrzucone są po całym mieście, a kadra naukowa i studenci narzekają, że sale dydaktyczne nie są należycie wyposażone. Do tego dochodzi nieustający brak środków na badania naukowe.
- W tym roku w związku z szukaniem przez rząd oszczędności obcięto nam pieniądze na badania o prawie 50 proc. Ale nie chcę się skupiać na tym, co nas może jeszcze spotkać złego, wolę angażować się w działania, które wpływają na rozwój uczelni - dodaje prof. Nikitorowicz.
Pytany o priorytety na ten rok, rektor wylicza jednym tchem: budowa campusu i nowej auli na wydziale pedagogiki i psychologii. Obie inwestycje są w toku, jeżeli nie będzie poślizgów związanych z pozyskiwaniem pozwoleń na budowę czy rozstrzyganiem przetargów, budowy rozpoczną się w przyszłym roku kalendarzowym. Innowacyjnym w skali województwa przedsięwzięciem wartym uwagi jest program e-learning, który uczelnia wdroży za kilka miesięcy. Będzie to pierwszy znaczący krok do tego, by dokształcać się drogą elektroniczną.
Uczelnia medyczna w lekarskiej czołówce
Profesor Lech Chyczewski, rzecznik prasowy Uniwersytetu Medycznego o przyszłość białostockiej wylęgarni polskich medyków się nie martwi.
- Kandydatów na studia w tym roku mieliśmy zatrzęsienie, ci którzy się dostali, przyjmowani byli z bardzo wysoką punktacją. To już dowodzi, że młodych ludzi nie trzeba do naszego miasta przekonywać. Moim zdaniem Białystok jest idealny do studiowania, bo nie jest hałaśliwym molochem. Jest tu spokój i zieleń, a nasi studenci nie muszą korzystać z komunikacji miejskiej, gdyż do większości klinik dojdą piechotką. I co najważniejsze wypuszczamy dobrze przygotowaną kadrę. W jednym z zestawień Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego nasz wydział lekarski zajął pierwsze miejsce w skali kraju, czym zadziwił ośrodki z Warszawy, Krakowa czy Poznania. Może nie ma u nas indywidualności, ale w grupie jako kadra jesteśmy skuteczni - mówi prof. Chyczewski.
Żeby nie było tak słodko, rzecznik Uniwersytetu Medycznego dodaje, że również naszej uczelni nie sposób ustrzec się przed mankamentem, jaki dotyka wszystkie ośrodki akademickie w Polsce.
- Jeżeli chodzi o kadrę, to nie można dusić się we własnym sosie. Powinien być duży ruch kadrowy, jak to jest np. w Niemczech. Nie można być kierownikiem we własnym zakładzie czy też zajmować stanowiska ordynatora we własnej klinice. Taka hermetyczność nie służy rozwojowi. Kierownik z zewnątrz wnosi sporo nowych doświadczeń i zacieśnia współpracę między ośrodkami. U nas w kraju tego nie ma - dodaje prof. Lech Chyczewski.
Politechnika inżynierem stoi
Na koniec największa uczelnia techniczna w regionie Politechnika Białostocka, która w tym roku obchodzi 60-lecie. Prof. Andrzej Seweryn, prorektor ds. nauki ze sporym optymizmem patrzy na rozpoczynający się rok akademicki. Jego zdaniem politechnika jest na tyle mocną uczelnią, że poradzi sobie zarówno ze skutkami kryzysy gospodarczego, jak i nadchodzącego niżu demograficznego.
- Kryzys wszędzie narzuca oszczędności również na uczelniach, ale myślę, że nie będzie aż tak źle. Jeżeli zaś chodzi o niż demograficzny, który wkracza na uczelnię, to chęć do studiowania wśród młodych ludzi jest tak duża, że nie zabraknie nam kandydatów. Poza tym fakt, że matematyka będzie obowiązkowa na maturze, sprawi, iż więcej osób będzie zdawać na uczelnię techniczną. Bardziej niż niżu obawiam się niestabilnych przepisów dotyczących szkolnictwa wyższego. Ciągłe zmiany w przepisach uniemożliwiają spokojne planowanie rozwoju uczelni - dodaje prorektor Andrzej Seweryn.
Pytany o mocne strony uczelni wylicza: kierunki zamawiane, doskonała kadra oraz nieustająca walka o środki na badania zarówno z ministerstwa, jak i Unii. To, nad czym naukowcy pracują, obecnie to m.in. projekt sterowania mikrosamolotami (dotacja 2 mln zł) oraz projekt dotyczący nowoczesnych chłodni rolniczych (za 4 mln zł).
Źródło: Gazeta Wyborcza
Autor: Emilia Romaniuk
|
|