MEN chce od nauczycieli zaświadczenia o niekaralności. - Ktoś się
pomyli w PIT i szkoła będzie dla niego zamknięta - mówią prawnicy.
Każdy nauczyciel przy przyjęciu do pracy będzie musiał dołączyć do CV
zaświadczenie o niekaralności z Krajowego Rejestru Karnego. Jeśli okaże
się, że był wcześniej karany za tzw. przestępstwo umyślne, to nie
będzie miał prawa pracować w szkole.
Takie zapisy MEN umieściło w rządowym projekcie nowelizacji ustawy oświatowej, którą niedługo zajmie się Sejm.
Teraz podobne zaświadczenie wymagane jest tylko od dyrektorów szkół.
Niekaralność jest też warunkiem awansu na stopień nauczyciela
mianowanego i dyplomowanego (to najbardziej doświadczeni pedagodzy),
ale tu wystarczy odręcznie napisane oświadczenie. - Chcemy ujednolicić
prawo i chronić szkołę przed zatrudnianiem ludzi, którzy np. byli
skazani za przestępstwa na dzieciach - tłumaczy nowelizację ustawy
wiceminister edukacji Krystyna Szumilas.
Jerzy Synowiec, mecenas z Gorzowa Wielkopolskiego: - Zakaz pracy w
szkole za tzw. przestępstwo umyślne jest zbyt ogólny. Wyklucza z zawodu
kogoś, kto np. za późno wypełnił PiT albo wdał się w awanturę z
sąsiadem i sprawa skończyła się w sądzie. A to są błędy, które
nauczycielom można chyba wybaczyć.
Podobnie mówi prof. Zbigniew Hołda z Helsińskiej Fundacji Praw
Człowieka: - Moim zdaniem nie wolno automatycznie stosować takiego
wykluczenia. Należy zawęzić przepis do pewnej grupy przestępstw i
pozwolić dyrektorom decydować, kogo do szkoły przyjmą. Oczywiście w
wielu zawodach w Polsce wymaga się podobnego zaświadczenia, np. od
sędziego, ale też od asystenta sędziego. Jesteśmy coraz bardziej
kontrolowani przez system: banki sprawdzają nasze długi, a pracodawcy -
karalność. Z tym się musimy pogodzić. Tym bardziej nauczyciele - bo to
zawód ważny i odpowiedzialny. Trzeba się jednak zastanowić, jak i co
sprawdzać. Winni pedofilii, oszustw czy pobicia - zwłaszcza przemocy
wobec dzieci - nie mogą pracować w szkole. Ale co z przestępstwami
komunikacyjnymi? Czy tego typu błąd ma wykluczyć człowieka z zawodu?
Niektórzy nauczyciele też są sceptyczni. - Czujemy, jakby każdy z nas
miał coś na sumieniu - mówi Sławomir Lorek, dyrektor II LO w Koninie.
Marek Pleśniar, szef Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej
Oświaty: - Niech będzie, skoro pracodawca chce mieć tę wiedzę, chociaż
uważam to za przesadną ostrożność. Ale dlaczego nauczyciel ma przy
każdej zmianie miejsca pracy wydawać dodatkowe 50 zł na zaświadczenie?
To szkoła powinna za to zapłacić.
Tadeusz Sławecki, poseł koalicyjnego PSL: - Jeszcze nie wiem, jak
zagłosujemy, ale musi być jakiś filtr w doborze do zawodu
nauczycielskiego. I sprawy moralności powinny być brane pod uwagę. Za
błędy młodości w nieskończoność się nie płaci, istnieje zasada zatarcia
skazania. To znaczy, że jak ktoś w młodości zapalił sobie trawkę i
został na tym przyłapany, to ta kara nie ciągnie się za nim w
nieskończoność.
W rządowej nowelizacji jest też nowy zapis, że nauczyciele mają teraz
"rzetelnie realizować zadania związane z zapewnieniem bezpieczeństwa
uczniom w czasie zajęć". - Po samobójczej śmierci 11-letniej
gimnazjalistki Ani w Gdańsku toczyła się dyskusja o bezpieczeństwie w
szkołach, chcieliśmy podkreślić że dla nas bezpieczeństwo też jest
ważne - mówi wiceminister edukacji Krystyna Szumilas. Przyznaje, że
niektóre z tych zapisów MEN przygotowało, jeszcze kiedy rządziła
koalicja PiS-LPR-Samoobrona.
- Nie potrzeba takiego zapisu - mówi Irena Dzierzgowska, wiceminister
edukacji w rządzie AWS-UW. - Bezpieczeństwo jest opisane w wielu
szkolnych przepisach. W "Karcie nauczyciela" to jest niepotrzebne i
właściwie nic nie znaczy. Jedynie wskazuje na represyjną filozofię
myślenia o oświacie, znaną z czasów Romana Giertycha.
Źródło: Gazeta Wyborcza
|