|
wtorek, 29 styczeń 2008 |
Minister Edukacji po pół roku znosi obowiązek noszenia mundurków. Nie
wszyscy rodzice i dyrektorzy szkół cieszą się z tego powodu. To kolejny
przykład na to, że szkoły jeszcze długo nie mogą liczyć na autonomię.
Polską szkołę usiłował umundurować mało popularny wśród społeczeństwa
minister Roman Giertych. Teraz nowa minister edukacji Katarzyna Hall z
Platformy Obywatelskiej, chce je zlikwidować. Rodzice nawet nie starają
się szukać logiki w działaniach resortu.
Rozdwojenie jaźni
Nauczyciele
śmieją się w kułak, a dyrektorzy szkół, zwłaszcza ci, co już
zarządzenie ministra Giertycha wprowadzili w pełni w życie, mają
niełatwy orzech do zgryzienia. Muszą bowiem przede wszystkim
wytłumaczyć mniej zamożnym rodzicom, którzy na kupno mundurków często
pożyczali pieniądze, że jednak mieli rację.
- Moim zdaniem to
jest bez sensu. Nie wspomnę, że moja córka mundurek dostała 2 tygodnie
temu, a to dlatego, że firma, która szyła mundurki nie nadążała z
zamówieniami - mówi Małgorzata Dłużniewska, mama Martynki z SP 10. Na
pomysłach ministra skorzystały firmy szyjące ubrania. Poszła na nie
masa pieniędzy z kieszeni rodziców.
- A przecież poziom wiedzy
nie zależy od tego czy uczniowie chodzą w mundurkach - mówi Katarzyna
Szostak, mama 7-letniej Asi z "trójki".
Rewia kasy trwa!
W
Łomży ceny szkolnego ubioru wahają się od 35 zł (mniejszy rozmiar, tani
model) do ponad 100 zł za te "wytworniejsze". Jeśli ze szkolnego
regulaminu zniknie obowiązek noszenia mundurków, okaże się, że masa
pieniędzy poszła w błoto. Przecież niektórzy mają więcej niż jedno
dziecko w wieku szkolnym.
Podczas akcji wprowadzania mundurków
do łomżyńskich szkół rodzice mieli do powiedzenia nie wiele. W
większości wprawdzie odbyły się zebrania i dyrekcja słuchała rodziców,
ale ostateczna decyzja i tak należała do dyrektora: - Nie było żadnych
przetargów, szukania taniego i solidnego wykonawczy, nic. To pani
dyrektor decydowała o tym kto i za ile będzie ubierał moje dziecko.
Firma przywiozła dziesiątki kartonów, wypakowała, a rodzice mieli
natychmiast dać kasę. Nikt nikogo nie pytał, czy akurat ma pieniądze -
mówi mama prosząca o zachowanie anonimowości.
Dzieciom w
zasadzie jest wszystko jedno. Kuba Cichocki z SP nr 4 jest zadowolony:
- Mundurek jest wygodny, dżinsowy, a najbardziej podoba mi się to
czerwone logo na piersi. również nie są zadowolone z zaistniałej
sytuacji. Inaczej myśli Bartek Ramotowski z SP nr 2: - W miarę
możliwości nie nosimy mundurków. Niestety, zmuszają nas nauczyciele. -
Są źle dopasowane i plecak przez to mamy cięższy - dodaje siostra
Bartosza, Monika Ramotowska.
Szkoła autonomiczna
-
Szczerze mówiąc, to decyzja pani minister mnie nie zaskoczyła - mówi
Zbigniew Zalewski, który w SP 10 ma troje dzieci. - Moim zdaniem szkoła
musi mieć autonomię. To zdecydowanie zdrowsza sytuacja, niż stosowany
przez byłego ministra tryb nakazowy. Szkoła we współpracy z rodzicami
najlepiej wie co jest dobre dla ich dzieci. Poradzą sobie znakomicie,
po co minister ma troszczyć się o to, jak mają być ubrane dzieci w
Łomży?
O potrzebie stabilizacji przepisów w oświacie mówi też
Halina Dąbrowska, dyrektor Publicznego Gimnazjum nr 8 w Łomży: - Nie
może być tak, że dyrektorzy ciągle nie wiedzą na czym siedzą.
Ministerialne pomysły, nawet jeśli są dobre, najczęściej muszą zderzyć
się z rzeczywistością. Znamy sytuację wszystkich swoich rodzin i wiemy,
że tam nie zawsze jest na chleb, a pani kurator straszy, że będzie
zwalniała tych, którzy mundurków nie wprowadzą. Jak mamy pracować?
Liczba dnia
400
złotych
musieli nawet wydać rodzice dzieci ze szkół w Łomży na kupno nowego
umundurowania szkolnego. Najtańsze, najprostsze i najskromniejsze
mundurki kosztowały ponad 35 złotych, te nieco lepsze - powyżej 100 zł
za sztukę
Źródło: Gazeta Współczesna
|