|
Nauczyciele walczą z komórkami |
|
|
|
|
poniedziałek, 14 styczeń 2008 |
Czytanie uczniowskich SMS-ów czy wyrzucanie komórki za okno to sposoby,
do jakich uciekają się nauczyciele, bezradni wobec wszechobecnych w
szkole telefonów
Jak najłatwiej upokorzyć ucznia? Wystarczy głośno przy całej klasie
przeczytać jego SMS-y albo pokazać zdjęcia, które ma zapisane w
telefonie komórkowym. Taka sytuacja zdarzyła się ostatnio w Zespole
Szkół Agrotechnicznych w Sławnie.- Nauczycielka zabrała koledze na
lekcji telefon i publicznie odczytała wszystkie SMS-y. To było wredne,
opowiada jeden z uczniów.
Przypadek nie jest odosobniony. Wystarczy przejrzeć uczniowskie fora
internetowe, by się przekonać, że w wielu szkołach takie praktyki są
nagminne. - U nas była taka zasada, że jak komuś zadzwonił dzwonek,
trzeba było wyrzucić telefon za okno, pisze internauta pawelblu.
Dyrektorzy problemy uczniów bagatelizują, zasłaniając się MEN- owskim
rozporządzeniem. - My musimy reagować na komórki w szkole, mamy
procedury, twierdzi Maria Dankowska, dyrektorka szkoły w Sławnie. - Gdy
komuś telefon zadzwoni na lekcji, zabieramy do depozytu kartę SIM. Mogą
się po nią zgłosić rodzice. O czytaniu uczniowskich SMS-ów nic nie wiem.
Wiadomo za to o tym rzecznikowi praw ucznia Krzysztofowi Olędzkiemu,
który w najbliższych dniach rusza z kampanią na rzecz poszanowania
uczniowskiej korespondencji. Do zdecydowanej reakcji na łamanie
tajemnicy korespondencji zachęcają też kuratoria. - Nauczyciele muszą
jakoś prowadzić lekcję, więc zakazy używania telefonów na lekcji uważam
za potrzebne, mówi Piotr Zaczkowski ze śląskiego kuratorium oświaty -
Ale czytanie SMS-ów i przeglądanie zawartości telefonów jest nie tylko
niepedagogiczne, ale i nie zgodne z prawem. Rodzice ucznia, którego coś
takiego spotkało, powinni złożyć do nas skargę.
Źródło: Metro
|