|
Komornik przyjdzie po książkę z biblioteki |
|
|
|
|
poniedziałek, 07 styczeń 2008 |
Sprawdź, czy na twojej półce
nie zalegają książki, które zapomniałeś zwrócić do biblioteki. Jeśli
tak - licz się z tym, że znajdziesz się na krajowej liście dłużników
lub zapuka do ciebie komornik.
Książnica Podlaska
postanowiła uporać się z krnąbrnymi czytelnikami, którzy od lat nie
chcą oddać wypożyczonych książek. Takich osób jest niemało, ze zwrotem
książek zalega ponad osiem tysięcy osób. Zgodnie z zasadą, że każdy
może wypożyczyć cztery pozycje, na bibliotecznych półkach brakuje ponad
30 tysięcy książek! Teraz szefostwo największej w regionie biblioteki
ma nadzieję, że większość z nich powróci, wraz z karą za
przetrzymywanie.
Książnica Podlaska postanowiła skorzystać z
usług firmy windykacyjnej z Sosnowca. Wcześniej z tych usług z dużym
skutkiem skorzystały biblioteki m.in. z Olsztyna, Elbląga i Łodzi.
-
Mamy nadzieję, że u nas będzie podobnie. Aby zachęcić do zwracania
książek, kilkukrotnie ogłaszaliśmy abolicję, czyli przyjmowaliśmy
spóźnione zwroty, nie naliczając kar. Niestety, na wielu spóźnialskich
to nie podziałało. Nie zamierzamy ich teraz straszyć czy ścigać, chcemy
jedynie wyegzekwować to, co do nas należy. Świadomość, że tyle tysięcy
książek leży gdzieś bezużytecznie, jest przerażająca - wyjaśnia Jan
Leończuk, dyrektor Książnicy Podlaskiej.
Procedurą windykacyjną zostaną objęte wszystkie osoby, które nie zwróciły książek wypożyczonych przed 2007 rokiem.
Pani
Agnieszka znalazła w skrzynce na listy zawiadomienie, żeby książki
wypożyczone w 2004 roku czym prędzej zwrócić, bo jeśli nie - zajmie się
nią windykator.
- Zamierzam czym prędzej uregulować zaległości
względem biblioteki, bo wystraszyłam się, że zapuka do mnie windykator.
Dlaczego książek nie zwróciłam wcześniej? W 2004 roku kończyłam studia,
zajęta byłam pisaniem pracy magisterskiej, potem szukaniem pracy. W
międzyczasie zmieniłam miejsce zamieszkania i jakoś tak zapomniałam o
wypożyczonych książkach - mówi pani Agnieszka.
W tym miesiącu
do firmy windykacyjnej książnica prześle pełną listę nazwisk, którymi
windykatorzy powinni się zająć. Czytelnicy-dłużnicy będą musieli oddać
książki lub ich równowartość, jeśli je zgubili, plus zapłacić kary za
przetrzymywanie, powiększone o koszty procedur windykacyjnych. Grzywna
może się więc wahać od kilkudziesięciu do kilkuset złotych.
-
Ostateczna wysokość kary będzie zależała od liczby książek i czasu ich
przetrzymywania. Np. czytelnik, który wypożyczył książkę w 2002 roku,
musi nam zapłacić 40 zł kary [2 grosze za dzień zwłoki, od tego
miesiąca kara wzrasta do 10 groszy za dzień spóźnienia - red.]. Do tego
trzeba doliczyć opłaty windykacyjne, które zgodnie z umową stanowią 15
proc. kary, ale nie mniej niż 20 złotych - podlicza Jolanta
Tokarzewska, księgowa Książnicy Podlaskiej.
Jakimi metodami
firma windykacyjna zamierza odzyskać książki i wyegzekwować kary? Tego
spece od długów z Sosnowca nie chcieli nam zdradzić. Zapewniono nas, że
atutem firmy jest jej skuteczność - ściąga należności do ostatniej
złotówki.
- Nasze metody są zgodne z prawem. Na pewno nie jest
to tak, jak sobie niektórzy wyobrażają, że przyjeżdża banda osiłków i
robi z dłużnikiem porządek. Drogi odzyskania książkowych długów są
różne: sąd, komornik. Bardzo dotkliwe i mobilizujące dłużnika jest to,
że trafia on na krajową listę dłużników, co uniemożliwi mu wzięcie
kredytu. - powiedziała nam jedna z pracownic firmy windykacyjnej z
Sosnowca.
A co z tymi, którzy wypożyczyli książki w ubiegłym roku i nie przynieśli ich do biblioteki na czas?
-
Oni na razie nie są objęci windykacją. Naliczamy im tylko kary za
spóźnienia. Aby uniknąć nieprzyjemności w przyszłości, radzę im oddać
te książki teraz - dodaje Jan Leończuk.
Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok
|