|
wtorek, 20 listopad 2007 |
Już od 2009 roku może wejść w życie bon edukacyjny - to nowa i rewolucyjna forma finansowania oświaty.
Zwolenniczką tego rozwiązania jest nowa minister edukacji, Katarzyna
Hall. Wprowadzenie bonu ma dać rodzicom finansową władze nad
nauczycielami i szkołami, które dziś otrzymują pieniądze na podstawie
klas i zatrudnionych osób. Pieniądze będą trafiały za uczniem. Te
szkoły, które przyciągną ich więcej, będą miały więcej środków na
prowadzenie zajęć. A więc to nie samorządowcy, ale rodzice zdecydują,
które szkoły będą się rozwijać, a które upadną.
Do tego sztandarowego projektu PO z rezerwą odnosili się politycy PSL.
Postawili warunek: wprowadzenie osłon dla szkolnictwa wiejskiego.-
Dzieci wiejskie muszą mieć dostęp do edukacji. Zbyt liberalne podejście
do finansowania oświaty może doprowadzić do upadku wiejskich szkół, bo
okaże się, że są nierentowne - przekonuje Tadeusz Sławecki z PSL,
wiceszef sejmowej komisji ds edukacji. Jeżeli jednak wartość bonu
będzie na tyle duża, by szkoły mogły się finansować, to PSL jest gotowe
do dyskusji.
- Wsparcie dla takich placówek mamy zapisane w naszym programie -
odpowiada mu Krystyna Szumilas, kandydatka PO na wiceszefa MEN. Nowe
regulacje mogłyby zacząć funkcjonować od roku budżetowego 2009 i byłyby
wprowadzane stopniowo przez kilka lat.
Źródło: Dziennik
|