|
wtorek, 13 luty 2007 |
Podlaskie gminy chcą załatać dziury budżetowe poprzez likwidację należących do nich szkół.
Zgodnie z decyzją Marka
Nazarko wójta Michałowa we wrześniu szkolny dzwonek nie zabrzmi w
podstawówce w Szymkach i Nowej Woli. W każdej z nich uczy się teraz 40
dzieci (działają tam również oddziały przedszkolne). Od przyszłego roku
mają dojeżdżać do oddalonej o blisko 30 kilometrów szkoły w Michałowie.
-
Na dalsze dofinansowywanie szkół nas nie stać, w tym roku musimy
dołożyć 800 tysięcy złotych. Ponadto podstawówka w Michałowie jest
lepiej wyposażona niż te w Szymkach i Nowej Woli. Większość nauczycieli
z tych szkół lada dzień odejdzie na emeryturę - przedstawia swoje racje
wójt.
Rodzice uczniów z likwidacją szkół nie mogą się
pogodzić. Zamierzają protestować. Nie chcą, żeby dzieci wstawały bladym
świtem, by zdążyć na lekcje do szkoły w Michałowie.
-
Przecież uczniowie z Szymek i tak muszą wstawać wcześniej, bo
korzystają z tego samego gimbusu, który wiezie dzieci do Michałowa -
odpiera argumenty rodziców Nazarko.
Likwidacja szkół
planowana jest również w gminie Jedwabne. Tamtejsi radni chcą zamknąć
podstawówki w Konopkach Chudych (25 uczniów) i Orlikowie (17 dzieci)
oraz filie w Karwowie i Makowskich. Gminie przynieść to ma 850 tysięcy
złotych oszczędności.
- Kiedy uczniowie z tych szkół zostaną
przeniesieni do Jedwabnego, największy problem może być z dojazdami.
Wiadomo że rodzice małych dzieci chcieliby, by ich pociechy do szkoły
miały jak najbliżej - powiedziała nam jedna z pracownic szkoły w
Orlikowie.
Do cięć szykuje się również burmistrz Łap Roman
Czepe. Chce zamknąć podstawówkę nr 4. Rodzice blisko 200 uczniów
zapowiadają, że będą bronić "czwórki".
- Wkładamy dużo pracy
w tę szkołę. Sami remontujemy parafialny budynek, w którym działa. Nie
pozwolimy żeby teraz przeszła w czyjeś ręce - mówi ojciec jednego z
uczniów.
- Jeżeli burmistrz nie zmieni zdania, poprosimy o interwencję kuratorium.
Gminy do końca miesiąca mają czas na składanie wniosków o zgodę na zamknięcie wytypowanych przez siebie szkół.
-
Każdy przypadek będziemy rozpatrywać indywidualnie. I to nie
oszczędności czy mała liczba uczniów będą miały decydujący wpływ na
naszą decyzję. Dla nas przede wszystkim liczy się dobro ucznia -
podkreśla Bożena Dzitkowska dyrektorka wydziału szkolnictwa
podstawowego i gimnazjalnego w kuratorium.
- Ocenimy
kwalifikacje tamtejszych nauczycieli, realizowany program, odległość
szkoły od miejsca zamieszkania dzieci. Dopiero po zebraniu wszystkich
tych informacji wydamy decyzje.
Źródło:
|