|
Problem na rynku edukacyjnym i zawodowym |
|
|
|
|
czwartek, 08 luty 2007 |
Pracodawcy chcą zatrudniać
absolwentów szkół zawodowych - wykwalifikowanych i przygotowanych
zawodu młodych ludzi. Problemem jest jednak to, że nikt już nie chce
uczyć się w popularnych niegdyś „zawodówkach”.
Złote rączki - to od lat była
polska specjalność. Tyle, że teraz te sprawne ręce naprawiają,
remontują i budują Europę. Otwarcie europejskich rynków pracy podziało
jak odkurzacz i wyssało z Polski wielu fachowców.
Deficyt kadrowy odczuwają także podlaskie firmy, na przykład budowlane.
Jak mówi Adam Poliński, wiceprezydent Białegostoku:
- Projekty ma zapewnione na następny rok, sprzęt kupuje bez problemu, ale się martwi czy będzie komu realizować te projekty.
O
to martwią się także władze Białegostoku, które współfinansują
szkolnictwo. Dlatego miasto chciałoby znaleźć magnes, który przyciągnie
młodzież do szkół zawodowych.
Jak powiedziała Lucja Orzechowska, naczelnik wydziału edukacji Urzędu Miejskiego w Białymstoku:
- Szkolnictwo ogólne wybiera 54%, a 46% kształcenie zawodowe.
W tym tylko siedem procent decyduje się na zawodówkę. I nic się nie
zmieni, jeśli szkoły te nadal będą postrzegane jako przechowalnia tych
mniej zdolnych uczniów. I właśnie o tym, jak uatrakcyjnić ofertę
szkoleniową szkół zawodowych będą w środę (7 lutego) debatować
przedstawiciele tego typu szkół, a także uczelni wyższych, naukowcy i
pracodawcy.
Źródło:
|