|
Co robić, gdy nasze dziecko nie chce się uczyć, dostaje złe stopnie, wagaruje...
1. Gdy dziecko nie chce się uczyć
Krzyś po szkole pędzi na podwórko, potem tylko koledzy i zabawki. Nie chce się uczyć. Co robić?
Jolanta Sieradz-Starodąb, pedagog z państwowej Szkoły Podstawowej nr 345 w Warszawie:
- Małe dziecko ma do tego pełne prawo, tkwi jeszcze jedną nogą w świecie zabawy. Powiedzmy mu najpierw, że je rozumiemy. Potem możemy nauczyć dziecko uczenia się. Zorganizować mu czas i miejsce do tego. Pamiętajmy też, że dla małego dziecka nauka może być zabawą i odwrotnie. Jeśli dziecko nie rozumie ułamków, można z nim to przerobić krojąc jabłko na części. Zrobi to chętniej, łatwiej zrozumie i lepiej zapamięta niż przy dzieleniu kółka na kartce.
Irena Dzierzgowska, b. warszawski wicekurator oświaty, dziś w wydziale oświaty gminy Warszawa-Centrum: - Nie pogłębiajmy poczucia winy dziecka. Nagradzajmy drobne sukcesy, najlepiej pochwałą, bo to największa nagroda. Niech dziecko będzie dumne ze swoich osiągnięć. Poprośmy je, żeby wymieniło pięć rzeczy, które mu się w szkole w danym tygodniu udały, niech odczuje swój sukces.
Sieradz-Starodąb: - Starsze dziecko próbujmy motywować do drobnych sukcesów. Mogło przestać się uczyć, bo szkoła tylko wytykała mu niepowodzenia. Pochwalmy je więc, gdy coś osiąga - poradzi sobie z trudnym zadaniem albo po kilkugodzinnych mozołach napisze wypracowanie. A może przyczyna jego zniechęcenia jest inna - wpadł w złe towarzystwo albo nie może wytrzymać atmosfery w domu? Porozmawiajmy z nim o tym, rozwiązujmy rzeczywisty problem.
Marian Kobza, dyrektor państwowej Szkoły Podstawowej nr 12 w Warszawie: - Rodzic powinien przyjść do nauczyciela, żeby wspólnie dociec, skąd ten problem. Czasem to wynik sytuacji rodzinnej, ale rodzice krępują się o tym mówić. A bez wzajemnego zaufania nic się nie uda. A potem i rodzice, i nauczyciel muszą nagradzać drobne sukcesy, żeby obudzić w dziecku zapał do nauki.
Dzierzgowska: - W pierwszej klasie szkoły średniej dziecko przechodzi nieprawdopodobny przełom. Nowe środowisko, nowe wymagania. Może trzeba mu wziąć korepetycje, żeby nadrobiło braki z podstawówki. A może nigdy dotąd nie było w czytelni, a wymaga tego nauczyciel? Trzeba je wtedy tam zaprowadzić, pokazać, jak się szuka w katalogach.
Anna Radziwiłł, b. dyrektor warszawskich liceów, b. wiceminister edukacji: - Należy dążyć do usamodzielnienia ucznia. Powiedzieć mu: "Ja mam pracę, ty masz szkołę. Jak zostaniesz na drugi rok, to na swoją odpowiedzialność. Ale to będzie świństwo, bo będę cię musiała rok dłużej utrzymywać". Potem dopiero zaoferować pomoc: "Mogę cię pilnować. Ale pamiętaj, że to ty jesteś odpowiedzialny za swoją naukę, a ja ci tylko mogę pomóc w utrzymaniu systematyczności".
Łukasz Ługowski, dyrektor liceum dla młodzieży z problemami szkolnymi Kąt: - Jak licealista nie chce chodzić do szkoły, to odpuścić mu. W tym wieku nie ma już obowiązku szkolnego. Młody człowiek musi dojrzeć do tego, że warto szkołę skończyć. Można mu pomóc to zrozumieć tłumacząc, że to zwiększa zakres wolności, a dla ludzi w tym wieku wolność to duża wartość. Że konwencja społeczna jest taka, że możliwość wyboru zdobywa się przez gromadzenie papierków. Ja np. mogę być dyrektorem szkoły albo murarzem, a murarz dyrektorem być nie może.
Jacek Jakubowski, wiceprzewodniczący Polskiego Towarzystwa Psychologicznego: - Szkoła automatycznie zmniejsza ciekawość świata. Ważne, żeby dziecko wyszło z niej jak najmniej uszkodzone. Żaden dorosły nie jest poddawany takiej obróbce. Dziecko przez sześć godzin lekcyjnych jest przerzucane przez sześć różnych światów - biologii, matematyki, historii itd. Choćby nauczyciele byli najlepsi, a lekcje tak ciekawe jak najciekawsze filmy, musi to potwornie męczyć. Nikt przecież nie ogląda sześciu nawet najlepszych filmów dziennie.
Jeśli więc dziecko ma problemy z nauką, można mu pomóc ustalić priorytety. Np. historię, która go szczególnie interesuje, albo matematykę, z której trzeba się wyciągnąć na mierny. Ale nie piłować, bo często przyczyną niepowodzeń są wygórowane ambicje rodziców.
2. Gdy ma złe stopnie
Tomek jest inny niż Krzyś. Uczy się dużo, ale ma złe stopnie. Siedzi nad książką, lecz nic mu nie wchodzi do głowy.
Jakubowski: - Nieefektywnie się uczy. Wydaje mu się, że czyta, a nic nie rozumie. Może czyta zbyt szczegółowo i na początku trzeciej strony zapomina, co było na pierwszej. Pokażmy mu inną technikę - niech przeleci tekst, żeby wiedział, o czym jest, a potem czyta szczegóły.
Sieradz-Starodąb: - Może dziecko boi się, że nie umie się uczyć i ze strachu rzeczywiście nie przyswaja. Pomóżmy mu: niech przeczyta kawałek i opowie. Miałam przypadek, że uczennica budziła wesołość klasy, gdy tylko stawała przed tablicą. Nie mogła niczego sensownego wydukać, a to tylko powiększało śmiechy. Przekonałam nauczycielkę, żeby odpytała ją po lekcjach. Okazało się, że wszystko umie. Został mi jeszcze problem jej relacji z klasą, ale to inna sprawa.
Dzierzgowska: - Jeśli podstawówka uważa, że dziecko nie radzi sobie intelektualnie, to wina szkoły. Bo musi ona być dostosowana do każdego ucznia. Jeśli więc tak jest, pójdźmy do szkoły wyegzekwować prawo dziecka do bycia skutecznie uczonym. Tylko nie z awanturą. Jak adwokat dziecka, a nie prokurator oskarżający nauczyciela. W domu możemy je przepytać, posiedzieć z nim. Nie robić tragedii, nie dobijać.
Kobza: - Rodzic powinien przedstawić problem nauczycielowi. Zadaniem nauczyciela jest pomóc dziecku. Może zapytać go ustnie zamiast pisemnie lub odwrotnie i stopień będzie lepszy. Niech potem dom zauważy ten sukces.
Marta Ługowska, polonistka z I Społecznego LO w Warszawie: - Przychodził do mnie ojciec ucznia, zapewniając, że syn w domu rozwiązuje test, na którym w szkole się regularnie wykładał. A ja wiedziałam, że on to tylko opanowuje pamięciowo. Ale nie rozumie, o co chodzi, i na inaczej sformułowane pytania nie umie odpowiedzieć. Nie dogadaliśmy się.
Radziwiłł: - Niech rodzice poproszą nauczyciela o stworzenie choćby fikcyjnych sukcesów w szkole. Niech się cieszą w domu z miernego, ale autentycznie niech się cieszą. Niech nie sadzają dziecka na cały dzień nad książką. Niech siedzi krócej, tylko wymagajmy efektywnego uczenia. A może, jeśli nas na to stać, zmienić szkołę na niepubliczną? Niektóre dzieci w wieku 16 lat potrzebują takiej cieplarni.
Jakubowski: - A co to są w ogóle "złe stopnie"? Może dziecko uczy się po prostu na swój poziom. Może przyczyną "niepowodzeń" dzieci są ambicje rodziców, którym dziecko nie jest w stanie sprostać. Ważniejsze, żeby nie mitologizować ocen. Mówi się "uczeń dwójkowy, piątkowy". Jeśli to się dziecku wbije, to takie "trójkowe" myśli sobie, że w ogóle w życiu nie jest dobre, tylko "dostateczne".
3. Gdy interesuje go tylko chemia
To nietypowa usterka, wina za nią leży bowiem po stronie systemu szkolnego, a nie dziecka. Marcin np. jest "dwójkowy". Ale z chemii ma na świadectwie szóstkę, jest orłem.
Jakubowski: - Bardzo dobrze. Nawet jeśli tą pasją nie będzie żaden przedmiot szkolny, tylko robienie zdjęć, taniec albo komputer. Bo to ta pasja jest przyszłością dziecka, a nie dobre stopnie z wszystkich przedmiotów. Nie należy mówić dziecku: "Jesteś tumanem, bo nic nie umiesz z polskiego", tylko: "Cieszę się, że jesteś tak obiecującym chemikiem". A potem zastanowić się wspólnie, jak wyciągnąć się na dwójkę z polskiego. Może niech codziennie nadrabia braki z tego przedmiotu, a rodzice go odpytują albo wziąć korepetycje, albo uzgodnić z nauczycielem formę zaliczenia np. w postaci referatu.
Radziwiłł: - Iść w tę specjalizację. Tylko dbać, żeby reszta była aby, aby.
Dzierzgowska: - Zawrzeć kontrakt: będę ci kupować aparaturę, książki, odczynniki, bylebyś miał mierne albo dostateczne z innych przedmiotów. Podtrzymywać dziecko, że ma prawo do tych zainteresowań. I to już od pierwszej klasy podstawówki.
Sieradz-Starodąb: - Utrzymywać przyjazny kontakt ze wszystkimi nauczycielami, przekonać ich, że to talent.
Ługowski: - Znaleźć w szkole mądrego nauczyciela, który będzie adwokatem dziecka na radach pedagogicznych. A jeśli takiego nie ma, poszukać innej szkoły. Dobry sposób to też udział w olimpiadzie chemicznej. Szkoły uwielbiają mieć olimpijczyków, to się liczy w wykazach.
Kobza: - Rodzice mogą się zwrócić o pomoc do nauczyciela chemii. Niech powie: "Cieszę się z twoich sukcesów z chemii, ale martwię się, że mógłbyś nie zdać z historii. Mogę cię z tej historii odpytać". Wtedy dziecko może się zmobilizować, żeby zrobić coś dla "swojego" nauczyciela.
4. Gdy wagaruje
Artura szkoła dawno nie widziała, bo chłopak od dłuższego czasu wagaruje. Wychowawczyni zawiadomiła rodziców.
Radziwiłł: - Trzeba dowiedzieć się od dziecka, dlaczego wagaruje. Co wtedy robi. Ukarać je, dać mu odczuć konsekwencje wagarów. Dla jednego karą będzie chłód ze strony rodziców, dla innego zakaz wychodzenia popołudniami. A potem nękać. Dzwonić do szkoły, nawet doprowadzać.
Kobza: - Ustalić przyczynę. Czy wina leży w szkole, w domu czy gdzieś indziej? Jeśli w szkole, np. niewłaściwy jest stosunek któregoś nauczyciela do ucznia - pójść z tym do dyrektora, niech to załatwi. A potem utrzymywać stały kontakt ze szkołą. Samo doprowadzanie do drzwi nie wystarcza, zdarza się, że rodzic odchodzi, a zaraz za nim tą samą furtką czmycha dziecko.
Dzierzgowska: - Z badań wynika, że najczęstszą przyczyną wagarów jest lęk przed szkołą, a w drugiej kolejności szukanie fajniejszego towarzystwa. W tym drugim przypadku zamiast karać dziecko, lepiej zawrzeć z nim kontrakt: "Możesz się spotykać z Kasią, ale po południu. Twoja część umowy to chodzenie do szkoły".
Jakubowski: - Musimy jasno określić, że wymagamy chodzenia do szkoły. Choć może, kiedy odkryjemy przyczynę, okaże się, że do tej szkoły chodzić się nie da. Wtedy przenieśmy je do innej, jeśli to możliwe.
5. Gdy jest bardzo nieśmiały
Do Tereski nauczyciele nie mają właściwie zastrzeżeń. Za włosy nikogo nie ciągnie, prace domowe odrabia, klasówki wypadają nieźle. Tylko nie chce się odzywać, jest bardzo nieśmiała.
Jakubowski: - Jeśli to małe dziecko, to trzeba usiąść przed lustrem i popatrzeć na siebie, żeby dojść, skąd to się wzięło. Może z nadopiekuńczości? Może z chłodu uczuciowego? Spróbujmy to zmienić. Można też zaprosić do domu dwie koleżanki albo dwóch kolegów naszego dziecka, pomóc w zintegrowaniu się z klasą. Ale przede wszystkim wziąć dzieciaka, przytulić. I nie mówić: "Bo ty to pierdoła jesteś".
Sieradz-Starodąb: - Próbujmy ośmielać dziecko. Niech zrobi zakupy. Pokażmy mu wtedy, że rozumiemy, jaki odniosło sukces, pokonując wstyd.
Dzierzgowska: - Zrobić z tej nieśmiałości zaletę. Mówmy, że ktoś nieśmiały jest też bardziej wrażliwy, milszy. Jeśli dziecko zacznie to dostrzegać, mimowolnie się ośmieli. Ale rodzice mogą zrobić niewiele, potrzebna będzie pomoc psychologa.
Radziwiłł: - Twórzmy dziecku środowisko w domu. Niech nie przebywa tylko z dorosłymi. I nie wpędzajmy go w poczucie, że jest gorszy przez nieśmiałość, bo to się tylko pogłębi.
Kobza: - Do psychologa.
6. Gdy biją go koledzy
Piotrek, wrócił do domu pobity. Drugi raz, trzeci...
Jakubowski: - Natychmiast do szkoły, żeby coś z tym zrobiła.
Kobza: - Rodzice muszą ujawnić to szkole, nie załatwiać samemu ani nie milczeć. Szkoła wysłucha obu stron i zaproponuje umowę, np.: ty nie przezywasz, a ty nie bijesz.
Dzierzgowska: - Z badań wiadomo, że co trzecie dziecko było bite w szkole. Rodzic nie poradzi sobie sam. Jeśli w szkole jest agresja, trzeba przez radę rodziców wymusić program walki z przemocą.
Radziwiłł: - Omówić to z nauczycielem, tylko poprosić o dyskrecję, żeby dziecko nie wyszło na skarżypytę. Mądry nauczyciel będzie szukał sojuszników wśród uczniów. Niech klasa to potępi. A jak nauczyciel nie jest mądry, to zmienić szkołę.
Ługowski: - Ja bym szybko przeniósł dziecko co najmniej do innej klasy. Poszedłbym też do poradni, żeby psycholog stwierdził, co ono robi, że staje się ofiarą klasy, i jak to zmienić.
7. Gdy bije innych
Rodzice Marka mają odwrotny problem. To ich syn bije inne dzieci.
Jakubowski: - To dwie strony tego samego medalu. W obu przypadkach chodzi o lęk i obniżone poczucie własnej wartości. W obu to wołanie o pomoc, ale nie można jej udzielić, dopóki nie stwierdzi się przyczyny.
Sieradz-Starodąb: - Dziecko czerpie wzorce ze swojego otoczenia. Jeśli jest bite w domu, będzie uważało, że bicie to sposób na załatwianie spraw.
Dzierzgowska: - Problem dla psychologa. Rodzice mogą się zastanowić, czy sami nie zachęcają do tej agresji. Mogą też w rozmowie z dzieckiem docierać do jej powodów. Znam też taki sposób - po kolejnym incydencie poproś dziecko, żeby napisało opowiadanie, co się zdarzyło w szkole.
Radziwiłł: - Potraktować bardzo ostro. Niech dziecko zapamięta tę awanturę na całe życie. Potem zastanowić się, co zrobić z jego nadmiarem energii. Może zapisać na zapasy? A wreszcie wpoić zasady fair play, że mężczyzna nie bije słabszego. Chłopak poczuje się męski bez bicia innych.
8. Gdy kłóci się z nauczycielami
Grono pedagogiczne najbardziej nie lubi Pawła. Bez przerwy kłóci się z nauczycielami: tu nie będzie siedział, tylu zadań w domu nie zrobi, na wf. chce tylko grać w piłkę.
Sieradz-Starodąb: - To dobrze. Trzeba tylko nauczyć dziecko, jak robić to kulturalnie. Można przetrenować w domu sytuację, kiedy przyznajemy dziecku rację, przyjmujemy jego argumenty, i taką, kiedy ono przyjmuje nasze argumenty i zgadza się z nami.
Radziwiłł: - Czy walczy o swoje, czy o cudze? Jak o swoje, to ja uważam, że to obrzydliwe. Jak o cudze, np. klasy, niech walczy. Tylko trzeba mu zwrócić uwagę na formę.
Ługowski: - Dobrze, że walczy o swoje, podtrzymajmy je. Należy mu tylko uświadomić, że chamskie zachowanie odbiera punkty. I żeby się nie kłóciło o wszystko, bo nic nie uzyska.
Kobza: - Nauczyciel jest dorosły i powinien sobie poradzić. Tak poprowadzić rozmowę, żeby nie przybrała charakteru kłótni. A jeśli nie umie i wzywa rodziców? Niech rodzice porozmawiają z dzieckiem, dlaczego tak robi. Muszą przy tym dopuścić do siebie myśl, że może dziecko miało rację. Powiedzieć: "Nerwy cię poniosły, rozumiem to". A dopiero potem omówić formę dochodzenia swoich racji.
Jakubowski: - Docenić, że jest twardziel, ale nauczyć, jak dochodzić swoich racji. Uświadomić różnicę między stanowczością a agresywnością. Porozmawiać z nim, jak czuje się ktoś gwałtownie zaatakowany.
Pięć kroków do rozwiązania problemu
1. Wysłuchaj dziecka. Potwierdź w rozmowie, że rozumiesz jego uczucia, a nie zaprzeczaj im.
2. Streść jego punkt widzenia.
3. Przedstaw swoje uczucia i oczekiwania.
4. We wspólnej "burzy mózgów" wyliczcie pomysły rozwiązania problemu. Nie komentuj nawet najbardziej absurdalnych pomysłów, zapisz wszystkie bez oceniania ich.
5. Wspólnie zdecydujcie, które pomysły chcecie wprowadzać w życie.
(Wg książki Adele Faber i Elaine Mazlish "Jak mówić, żeby dzieci się uczyły")
Źródło: Gazeta.pl
|